czwartek, 15 sierpnia 2013

Rysy po raz drugi

Trasa tradycyjna: asfalt do Morskiego Oka - Czarny Staw - Rysy - Czarny Staw - Morskie Oko - asfalt do parkingu




Wczorajszego dnia  jedynie przespacerowaliśmy się na Krupówki, później oglądaliśmy w pokoju "Gwiezdne Wojny" :)
Spać poszliśmy koło 20, o 2 w nocy pobudka, o 2:58 byliśmy już na parkingu na Palenicy.
 Szybkie lekkie śniadanie w samochodzie i 10 minut później ruszyliśmy asfaltem do Morskiego Oka. Pod schroniskiem stajemy o godzinie 5 rano.

Jest przeraźliwie zimno, termometr na budynku pokazuje 6/7 stopni. Schronisko jest zamknięte, pozostaje nam usiąść na ławkach na zewnątrz i trzęsąc się z zimna jemy śniadanie.
 Jemy w tempie ekspresowym i postanawiamy ruszać dalej, wspinając się pod górę będzie nam cieplej.
 Gdzieś tam świeci słońce
jednak my idziemy w chmurach



Gdy tylko się trochę przejaśnia, każdy łapie za aparat i robi fotki, nie wiadomo jak długo widoczność się utrzyma ;)


Na szczęście jednak im bliżej szczytu jesteśmy, tym chmury bardziej odpuszczają
 już prawie...

i o godzinie 8:50 stajemy na Rysach :))

Widok jest przepiękny


Słowacki wierzchołek jednak nadal w chmurach, więc my tam nie idziemy  -  będzie cel na następny raz, może tym razem ogólnie całość zrobimy od słowackiej strony..
Idzie tam jednak anonimowy członek naszej ekipy i robi nam zdjęcie

Na szczycie jest przyjemnie pusto, 3 osoby nie licząc nas, chwilę później dochodzą jeszcze dwie, nie ma tłoku. Tylko temperatura nie sprzyja siedzeniu - 3/4 stopnie - ziiimnooo. Długo więc tam nie zabawiamy.
Gdy schodzimy, mijamy istne pielgrzymki na górę

Mamy więc szczęście, wczesne wyjście się opłacało :)
Przy schronisku ponownie pojawiamy się o godzinie 13, a tam istne tłumy klapkowiczów i kotleciarzy,
znalezienie miejsca w schronisku graniczy z cudem, ale my się nie poddajemy tak łatwo ;)
Na Palenicy przy aucie jesteśmy dokładnie o 15:16.
Gps wyliczył 29,18km.

Podsumowując: już chyba ciężko będzie nas namówić na trzecie wejście na Rysy polską stroną, choć byliśmy zaskoczeni, jak w miarę szybko i sprawnie (jak na nas) nam to poszło, biorąc pod uwagę końcówkę urlopu i już odczuwalne zmęczenie nóg i przede wszystkim kolan.
Mieliśmy też dobre porównanie z poprzednim naszym wejściem: wtedy nad Morskim Okiem byliśmy o 5:40, więc tylko 40 minut później niż teraz, a na szczycie stanęliśmy dopiero o godzinie 11:30, schodząc ledwo się dowlekliśmy do asfaltu i musieliśmy wrócić na parking bryczką, kompletnie nie mieliśmy już sił dreptać asfaltem. Skonani przy samochodzie byliśmy o 18:35, a teraz rześko jeszcze wieczorem poszliśmy na miasto na kolację - zatem różnica ogromna, co nas strasznie cieszy.
O poprzednim naszym wejściu można poczytać i porównać fotki tutaj 

A jutro już wracamy do Wrocławia, urlop minął zdecydowanie za szybko :(

3 komentarze:

  1. Byliśmy 4 dni po Was. Od strony słowackiej. :] A tak w ogóle, dlaczego ja się dopiero dowiaduję, że Wy z Wrocka. :O

    OdpowiedzUsuń
  2. schronisko zamknięte? łooo. My rok temu ok. 5-6 byliśmy i sniadanie jedliśmy w środku :) Zapraszam do początkującej mnie: http://silagor.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń