niedziela, 25 maja 2014

Kowary - Łysocina

Trasa: Kowary - Jedlinki - Budniki - Przełęcz Okraj - Rozdroże Pod Łysociną - Łysocina - Przełęcz Okraj - Kowary Górne - Kowary




Od czwartku bodajże straszyli na Dolnym Śląsku burzami. Wstaliśmy w niedzielę - piękne błękitne niebo. Zaryzykujemy, najwyżej w Kowarach zwiedzimy tylko Park Miniatur i Sztolnie.  Po drodze radiowe informacje nie napawają optymizmem - przewidywane wiosenne burze w Karkonoszach. Cholera!
Im bliżej celu tym więcej chmur, ale są to błękitne puchate obłoczki, na razie nie wydają się groźne.
Idziemy na trasę - dojdziemy na Okraj i wtedy zobaczymy, jak się sytuacja rozwinie.
Ruszamy szlakiem żółtym w kierunku Jedlinki, jest to droga asfaltowa, którą idziemy jakieś pół godzinki
Po drodze dwa głazy pamiątkowe:


Z Jedlinki dalej żółtym kierujemy się ku Budnikom. Trasa robi się ciekawsza, znika asfalt
przekraczamy rzeczkę o wdzięcznej nazwie Malina
mijamy kolejny charakterystyczny punkt - zerwany  most:
A oto to samo miejsce 9 lat temu:
Ech, niezapomniane wakacje 2005, ależ byliśmy wtedy zgrabni i młodzi ;)
Wspominając stare dobre czasy idziemy dalej
 i dochodzimy do Budnik.
Budniki to nieistniejąca dziś miejscowość , w której w 1941 roku mieszkał 34 osoby, a słońce nie zaglądało do nich przez 113 dni w roku.
 Zachęcam do zapoznania  się z ciekawą historią Budnik, mapką budynków i zobaczenia archiwalnych zdjęć tego miejsca na www.budniki.pl  
Dla przykładu:
miejsce budynku szkolnego na rozstaju dróg obecnie
a dawniej:
Z centrum Budnik idziemy teraz szlakiem zielonym - Tabaczaną Ścieżką  - w górę
i kawałeczek wyżej pozostałości Gospody Forstbaude:

za czasów świetności wspaniały budynek
Idąc jeszcze wyżej szlakiem
mija się miejsce dawnej drugiej gospody, elektrowni wiatrowej i naleśnikarni.
Szlak pnie się niemiłosiernie, płuca ledwo wyrabiają
i wtem przychodzi wytchnienie - płaszczyzna :D
i ciekawe widoki

Od tego miejsca już bez zadyszek dochodzimy na Przełęcz Okraj
Strona czeska nas nie interesuje, nie mamy ze sobą koron
zostajemy więc w kraju i rozsiadamy się w naszym schronisku 

Tu przerwa na piwko, sernik na zimno i pierogi z jagodami.
Nad nami parę brzydkich chmur, ale nie wyglądają groźnie, błękit nieba dalej widoczny, a szarych obłoków nie przybywa.. Drużyna się dzieli, następuje żywiołowa wymiana zdań, dziewczyny chcą iść dalej na Łysocinę,  faceci tchórzą przed możliwym deszczem.  My babeczki stawiamy na swoim :P i idziemy szlakiem czerwono-zielonym ku owej Łysocinie, faceci zostają....
Na rozdrożu idziemy dalej czerwonym
na Rozdroże Pod Łysociną, a miałyśmy iść zielonym od razu na szczyt, a czerwonym wracać.. ale cóż, zapomniałyśmy się plotkując i obgadując leniwych towarzyszy :P
wspaniałe widoki na Jezioro Bukówka, Rudawy, Góry Wałbrzyskie, Kamienne..

Spokojnie dochodzimy na rozdroże, spotykamy tam liczną grupę młodzieży szkolnej. Ich przewodniczka miała plan taki sam jak my - żółtym łącznikiem przejść na zielony szlak graniczny na Łysocinę, jednak owego żółtego nigdzie nie ma. Grupa zrezygnowana postanawia zawrócić. My się nie poddajemy i szukamy dalej.
Jest lekko widoczna ścieżka, ale nie jest oznaczona. Idziemy sprawdzić głębiej w las, ścieżka jednak znika, ale do myślenia daje dam namalowana różowa strzałka

- to musi coś oznaczać ;) zapuszczamy się dalej w teren  i jest - eureka - namalowany szlak na drzewie. Nawołujemy tamtą grupę, dzięki opieszałości dzieciaków do odwrotu, zadowoleni kontynuują zaplanowaną wcześniej trasę razem z nami

W pewnym momencie odwracamy się i w grupie dzieciaków spostrzegamy naszych chłopów maszerujących jak gdyby nigdy nic z rogalami na twarzach :P Kryli się przed nami już jakiś czas ;) Jak się nam przyznali, odczekali jakieś 10 minut, a potem pognali za nami. Poszli jednak zielonym, zeszli na żółty, usłyszeli nas i schowali się w krzaki ;) a my ich minęłyśmy, ślepe i głuche ;)
Ależ mieli radochę :P
Świetnie dałyśmy sobie do tej pory radę bez nich, same damy sobie radę i dalej! Ot co! Rozdzielamy się więc znowu. My prowadzimy wycieczkową grupę ku zielonemu szlakowi, oni idą na szlak czerwony i tamtędy wrócą na Okraj, nie ma sensu, by szli z nami tą samą drogą, niech zwiedzą coś nowego ;)
Dochodzimy do upragnionego zielonego na Łysocinę.
I tu ciekawostka - z tej strony wejście na szlak żółty jest elegancko oznaczone, widoczne, bezproblemowe. Hmm...
Jedno krótkie podejście w górę i idziemy przyjemnym grzbietem,  żegnamy się z grupą młodzieży i maszerujemy już same własnym tempem.
Widoki na Śnieżkę

i znane nam już widoki na drugą stronę:
Szlak jest po prostu fantastyczny!
Znów spotykamy naszych mężów, zrobili szybkie kółko ( prawie biegiem) i postanowili "łaskawie" poczekać  ;). Razem wracamy znów na Okraj na kolejne małe piwko.
Wyszło na nasze - nie padało, brzydkie szare chmury zanikły, a  na dokładkę mężczyźni przekonali się, że nie są nam niezbędni do łażenia po górach, hahaha
Z Przełęczy Okraj wracamy do Kowar najpierw szlakiem żółtym, stromym, kamienistym i mokrym
później szlakiem czarnym (znów asfalcik) aż do Kowar Górnych
dalej zielonym przez Kapliczne Wzgórze obok Kapl. Św. Anny
 warkoczykowy konik


dochodzimy do centrum Kowar

Stąd już niedaleko do samochodu.

Wyprawa w pełni udana, wyszło około 23km. Całe szczęście, że nie przestraszyliśmy się prognoz i chmurek. Dzięki temu złapaliśmy pierwszą w tym roku opaleniznę :)

podgląd trasy:

1 komentarz: