środa, 3 września 2008

Szpiglasowy Wierch

 Trasa: Dolina Roztoki - Dolina Pięciu Stawów - Szpiglasowy Wierch - Morskie Oko - Świstówka - Dolina Pięciu Stawów - Dolina Roztoki



Na parkingu w Palenicy stawiamy się przed 7. Dzień zaczyna się dość chłodno, na szczęście pierwsze widoki rekompensują nam zmarznięte ręce.
Łagodną Doliną Roztoki idziemy w kierunku Doliny Pięciu Stawów. Pogoda jednak dopisuje, robi się wręcz gorąco. Mijamy przepiękny wodospad Siklawa
i stajemy u wrót D5S
Miejsce jest niesamowite, widoki przecudne! jestem pewna że będziemy tu przychodzić ilekroć zawitamy w Tatry.
Przez chwile idziemy w kierunku schroniska, jednak na szczęście orientujemy się w źle obranej trasie ( ot sieroty z nas) i zawracamy. Po drodze malownicza chałupka aż prosi się o zdjęcie
Czas zdobywać nasz pierwszy dwutysięcznik:

duża część drogi po płaskim
dopiero podejście na przełęcz powoduje zadyszkę
Mamy też krótki fragment asekurowany łańcuchami (widziany już z góry)
i jesteśmy prawie na szczycie
jeszcze parę minut wchodzenia i udaje się  - nasze pierwsze 2000 m.n.p.m. zdobyte - oto Szpiglasowy Wierch

Na szczycie podziwiając widoki wcinamy parówki jakby to był nie wiadomo jaki rarytas :D
Niestety trzeba schodzić. I tu zaczyna się cholernie żmudne, cholernie nudne i cholernie długie zejście do Morskiego Oka.
Negatywnie nastawieni ;) nie zachwycamy się Morskim Okiem, zdecydowanie bardziej podobał nam się Wielki Staw Polski niźli to przereklamowane jeziorko.
W schronisku, a jakże, tłumy.
Po przerwie idziemy dalej. I tu dylemat - wiemy ze asfaltówka do Wodogrzmotów zamknięta, ale widząc jak ludzie to olewają i idą " bo z tej strony nie ma zakazu" przez chwile tez chciałam iść, bo strasznie by to nam skróciło marsz, a byliśmy już trochę zmęczeni. Niemniej jednak = skoro zamknięta to zamknięta = a my  jako wzorowi turyści nie pchamy się tam gdzie nas nie chcą i postanawiamy wracać przez Świstową Czubę .
I nigdy, nigdy więcej , ew jako osobna wyprawa na jeden dzień.. Zmachaliśmy się strasznie. Było stromo, stromo i jeszcze raz stromo, co gorsza w obie strony. Nie tak stromo jak na Szpiglasa, ale parę godz wcześniejszego chodzenia robi swoje i zmęczyliśmy się bardziej niż wchodząc na ten dwutysięcznik.
Sam początek już mozolny
a mimo oczywiście super widoków
powoli czujemy już zmęczenie i mamy dość
ostatnie zdjęcie stawów z góry tego dnia
W schronisku w Dolinie Pięciu Stawów
zjadamy przepyszną szarlotkę i marzymy już o tym, aby położyć się w łóżku. Roztoką już ledwo człapiemy, ostatnią energię zbieramy w sobie na krańcowym odcinku asfaltu od wodogrzmotów do parkingu i powłócząc nogami chwilę po zmroku docieramy do auta.

Zajechawszy pod kwaterę nie mam siły wyciągnąć nogi z auta, kończyny odmawiają posłuszeństwa. Nie wiem jakim cudem jakoś się wygramoliłam i nawet dotarłam do pokoju . Przewrócenie się w łóżku z boku na bok było torturą.

ale warto było :D

1 komentarz:

  1. mój cel na październik 2013! jeszcze kilka(naście) dni... ;)

    OdpowiedzUsuń