czwartek, 4 września 2008

Czerwone Wierchy

Trzeci dzień w Tatrach. - idziemy na Czerwone Wierchy!



Po wczorajszej eskapadzie na Szpiglas, dziś wstaliśmy i stwierdziliśmy, że możemy chodzić , wiec w planach znalazł się Małołączniak przez Przysłop Miętusi. Niestety cieszyliśmy się za szybko, bo w połowie drogi na przysłop oboje chcieliśmy zawrócić bezsilni, ale skoro już zapłaciliśmy za parking i wejście do TPN, to postanowiliśmy chociaż takie małe kółeczko zrobić i wrócić czarnym do Kościeliskiej. Bardzo dobrze zrobilśmy, mięśnie się rozruszały i zgodnie ( o dziwo) zdecydowaliśmy iść dalej na ów Małołączniak. Widoki po drodze super, skały koloru białego jakby z piaskowca, a początek podejścia dość prosty. Potem wiadomo , stromo i na pierwszy rzut oka strasznie, ale małymi kroczkami pokonaliśmy. Ucieszyły nas łańcuchy, to coś czego w  bliskich Karkonoszach nie mamy. Na szczycie niestety wiał silny zimny wiatr, wiec nie było przyjemnie, choć i tak warto było wejść ze względu na widoki, pierwszy raz na żywo zobaczyliśmy Giewont z daleka. Potem dalej na Ciemniak i żmudne i męczące dla nas zejście do Kościeliskiej.
parę fotek:



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz