niedziela, 18 września 2011

Śnieżka

Plan był ambitny: wjechać na Kopę, zejść do Pec pod Śnieżką i wejść czeskim żółtym szlakiem na Śnieżkę.
Od rana jednak coś nie dawało nam wyjechać, wybieraliśmy się jak sójki za morze, w efekcie czego w Karpaczu byliśmy dopiero o godz 10.





.Później jeszcze musieliśmy odstać godzinę w  kolejce do wyciągu i suma sumarum w Domu Śląskim byliśmy o godz 11:50.


Zjedliśmy tam późne śniadanie i dopiero o 12:30 zaczęła się główna część wycieczki - przejście w czeskie Karkonosze do Lucni Boudy (fragment ten był już opisany we wrześniu 2009).   Tam, po obowiązkowy postoju na piwo, podjęliśmy decyzję o zmianie trasy ze względu na późną porę. Kontynuacja planu oznaczała 5godz marszu wg mapy tylko na Śnieżkę, do tego jeszcze dochodziło zejście do Karpacza, przystanki w schroniskach.. a po 18 już się robi ciemno. Ciężko nam było na sercach, no ale cóż, góry nie uciekną, zrobimy tą trasę w przyszłym roku w lecie.
Wróciliśmy zatem żółtym szlakiem do naszego czerwonego grzbietowego i zatoczyliśmy koło znów do Domu Śląskiego.

Na Śnieżkę weszliśmy niebieskim, czyli 'wygodną' kostką (zawsze wchodziliśmy czerwonym a tym schodziliśmy)
widok na Równię pod Śnieżką i Dom Ślaski
 
Na górze w  wyremontowanych salach restauracji  jest tłoczno, cała sala jest zapełniona. Miejsc jest w zasadzie mało, turysta z własnymi kanapkami nie będzie tu w środku raczej mile widziany.
Robimy tylko pamiątkowe zdjęcie,
przybijamy pieczątkę i schodzimy, tym razem szlakiem czerwonym po kamieniach.
Znów zatrzymujemy się na chwilę w Domu Ślaskim, tym razem na obiad ;)
Mniej więcej o 15:30 zbieramy się do schodzenia - obowiązkowo szlakiem czerwonym
do Łomniczki na naleśniki z jagodami w Schronisku Nad Łomniczką.
Zanim jednak dojdzie się do schroniska, mija się symboliczny Cmentarz Ofiar Gór
***
W górach czuć już jesień, czerwieni się jarzębina, kolorowe liście szumią na wietrze.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz