piątek, 12 listopada 2010

Stóg Izerski 2

Stóg Izerski piechotą zaliczony :)





Szlak jest przyjemny, bardziej strome partie leśne przeplatane łagodnie idącym do góry asfaltem. 
 
Z początku pogoda zapowiadała się całkiem znośnie: trochę popadał śnieżek, zaraz wyszło słońce, błękit nieba był widoczny.
Zjedliśmy śniadanie w schronisku, wyszliśmy -  i tak jak poprzednio, w lutym - przyszła śnieżyca. Chcieliśmy iść na wieżę na Smrku, ale w tych warunkach i tak byśmy z niej nic nie zobaczyli. Zdecydowaliśmy więc pójść tylko kawałek na Przełęcz Łącznik

 
i wracać szybko asfaltem do miasta. Ręce w cienkich rękawiczkach kostniały. Brrr...
Trochę niżej znów zrobiła się ładniejsza pogoda, brzydkie śniegowe chmury na chwil parę odleciały - tylko dlaczego nie wtedy jak byliśmy na górze? No jak pech to pech. Izery zimą nas nie lubią, dały to po raz kolejny odczuć
Jednak marsz nudnym asfaltem do przyjemności nie należy, więc w pewnym momencie skręciliśmy na nieznakowaną leśną ścieżkę ( tych jest bardzo dużo, a tylko jeden znakowany szlak na górę, wielka szkoda) i tym sposobem zeszliśmy do Świeradowa. Trasa była o wiele ciekawsza i przynajmniej człowiek czuł, że jest na wycieczce w lesie. Asfaltu mamy pod dostatek we Wrocławiu ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz